W poniedziałkowy wieczór, dobrze po szóstej trzydzieści, w

rozstaniu. Edward wiedział, że nie potrafi żyć w wiecznym lęku, że ona go zostawi, tak jak ojciec jego matkę.

- Nie bądź taki książę! Nie jestem twoją poddaną.
że zostaje u mnie.
Oboje z Sylwią wiedzieli, co narzucało się samo przez się.
wcale nie interesuje się skarbami sztuki przepełniającymi
dotarły do sklepu z akcesoriami do przyjęć. - To właśnie cały czas
— Co do tego nie mam wątpliwości — odparła lady
dziewczynkami, nawet z Chloe. Zwłaszcza z Chloe.
widziała. Chociaż... może po prostu o tym zapomniała? Nie
Pewnie tak. Wiele na to wskazuje. Shey znała taką minę.
bródkę i podniósł jej twarz ku swojej.
* Znana powieść Daphne du Maurier.
której tak bardzo teraz potrzebowała. Zamiast tego Sylwia zrobiła sobie
Zawiesiła głos, przyglądając się pilnie obu kobietom. Dostrzegły to
No właśnie, zreflektował się Matthew, kiedy już po rozmowie

- Gdyby utrzymywała pani przynajmniej luźny kontakt z opiekunką chłopca, wiedziałaby pani, że chcę zabrać dziecko, ale potrzebuję na to pani zgody.

Odłożyła słuchawkę.
- Uważasz, że potrzebuję twojego siostrzeńca do włas¬nych celów - uściślił, jakby znów czytał w jej myślach. - Nie. Wolałbym pozostać wolnym człowiekiem. Zrozum, chodzi o coś innego. - Pochylił się ku niej i zaczął mówić z przekonaniem: - Jako regent mogę uratować mój kraj. Przeprowadzę reformy, zmienię konstytucję, by Broitenburg stał się monarchią konstytucyjną, na wzór Wielkiej Brytanii.
Mark uśmiechnął się tak, że jedna odpowiedź nasunęła się sama. Dla samego tego uśmiechu byłoby warto...
powiedziałeś, że nie chcesz, aby kogoś rozproszyły moje włosy i... - ... żeby zaczął sobie wyobrażać, jak łaskoczą jego brzuch. Wydało się. - Wydało się już wcześniej - wyszeptała, a potem pochyliła się nad nim. Jej usta były na przemian nieśmiałe, prowokujące i odważne. Wilgotne. I gorące. Bardzo. Wyszeptał jej imię, przyciągnął ją do siebie i pocałował, smakując siebie samego, ich oboje. Rozsunął jej uda i wsunął się między nie. - Boli? - spytała. - Jak cholera. - Może wolałbyś... - Nie. Wiem, czego chcę. Nie dyskutowała z nim dłużej. - Tak - jęknęła. - Tak. Poddała się zupełnie. Zgięła ramiona w łokciach, układając dłonie przy skroniach. Beck splótł palce z jej palcami, chwytając ją mocno. Gdy zaczął się w niej poruszać, patrzyli się sobie w oczy - Jeśli nie chcesz litości, Sayre, powiedz mi, co chciałabyś usłyszeć, a ja ci to powiem. - Nie musisz nic mówić, tylko... - Tylko co? - Wejdź we mnie głęboko. - Jestem głęboko. Tak głęboko, że się zgubiłem. Co jeszcze? - Proszę... - Wygięła szyję i zagryzła dolną wargę. Beck poczuł, że jej ciało zwiera się wokół niego niczym pięść. Obserwował, jak fala zbliżającego się orgazmu rozlewa się rumieńcem na jej piersiach, jak twardnieją brodawki, Nasłuchując jej gwałtownego oddechu, wyczuł, że jest już blisko. Wtedy przysunął się bliżej i zaczął poruszać biodrami, wykonując małe, rytmiczne koliste ruchy. - Proszę co, Sayre? - O Boże! - Co? - Przytul mnie - zawołała bezradnie. I Beck zrobił to, o co prosiła. Okrył ją swoim ciałem, pozwalając, by poczuła jego ciężar. Wtulili się w siebie tak mocno, że ich ciała zaczęły pulsować razem, a ich serca bić unisono. Później Sayre zasnęła wtulona w jego szyję, z dłonią spoczywającą ufnie na piersi, rozgrzewając skórę swoim oddechem. Beck oparł brodę o jej głowę i wpatrzył się w sufit. Chciał wykochać z niej cały ten ból - Huffa, aborcję, Clarka Daly'ego, wszystko. Chciał wyrwać to z jej pamięci, żeby wreszcie zaznała spokoju i zadowolenia, może nawet radości. Chciał dać jej choć jedną oślepiającą chwilę życia bez śladu gniewu i żalu. I przez te kilka chwil miłosnego zapamiętania myślał, że może mu się to udało. Teraz jednak, kiedy tak leżał, obserwując wirujące łopaty wiatraka pod sufitem, zadawał sobie pytanie, czy aby na pewno to on był osobą obdarzającą. 33 Huff siedział właśnie na ganku frontowym, pijąc poranną kawę, kiedy przed dom zajechał Rudy Harper w służbowym wozie. Wysiadł, niosąc pod pachą jakieś zawiniątko. Zbliżył się niepewnym krokiem. - Wcześnie zacząłeś, jak na niedzielny poranek - zauważył Huff. Wspięcie się po schodach zdawało się pozbawić Rudego wszystkich sił. Jego twarz ukryta pod rondem służbowego kapelusza zrobiła się szara. Szeryf wszedł na ganek i zdjął nakrycie głowy.
zdany tylko na siebie, znowu wzbił się w przestworza będąc jednocześnie dorosłym i dzieckiem. Będąc dorosłym
- Nie - odparła twardo.
Mały Książę nie powiedział już nic więcej o swoim spotkaniu z Pilotem na pustyni. Róża jednak rozumiała,
- Tak, samotnym pijakiem - powtórzył Pijak za Małym Księciem.
- Dlaczego? - spytał zdziwiony Mały Książę.
- A czy już nie tęsknimy?... - westchnęła Róża wtulając się w dłonie Małego Księcia.
stanowisko. Król zaś...
I Ty też tego potrzebujesz. Przepraszam, jeśli wtrącam się w nie swoje sprawy, ale musisz wreszcie przestać się bać. Nauczyłeś się tłumić uczucia, by już nikt nie mógł Cię zranić. Teraz jednak pojawił się Henry i jakoś znalazł drogę do Twojego serca. To szansa dla Ciebie. Opieka nad nim dobrze Ci zrobi, pomoże Ci się otworzyć i żyć pełnią życia.
- Dyżurny odebrał telefon około piątej nad ranem. Od razu wysłaliśmy człowieka, ale zanim dotarł do hotelu, Watkins zdążył się zmyć. Beck spojrzał na Sayre, zlustrował ją od stóp do głów, a potem spojrzał jej w oczy. - Nic ci się nie stało? Czy on... Sayre spuściła głowę, trzęsąc się, gdy odpowiadała na niedopowiedziane pytanie Becka: - Groził, że mnie skrzywdzi, ale tego nie zrobił, poza tym - dotknęła policzka w miejscu, gdzie skaleczył ją nóż Klapsa, gdy przestraszył się klimatyzacji. - Podskoczył na niespodziewany dźwięk. Nie sądzę, że chciał mnie zranić. - Wraz z Wayne'em zapoznaliśmy się z oświadczeniem Sayre, które złożyła oddelegowanemu na miejsce funkcjonariuszowi. Nie słyszeliśmy jednak całej opowieści. Sayre uznała, że powinieneś przy tym być. Beck skinął głową, zatopiony w myślach. - Co zrobił Watkins? Włamał się do pokoju? Sforsował drzwi? - Otworzył zamek wytrychem. Nie założyłam łańcucha na drzwi, co było głupie. Obudziłam się i zobaczyłam go. - Jezu. - Nie spodziewam się, że zdradził pani miejsce swojej kryjówki - wtrącił Scott. - Nie. Bynajmniej. - Czy zauważyła pani, w którą stronę odjechał po wyjściu z motelu? - Nie, ale musiał się oddalić pieszo. Nie słyszałam warkotu motocykla. - Skąd wiedział, gdzie się pani zatrzymała? - Zapewne nie było trudno mnie zlokalizować. W mieście są dwa hotele. Drogą eliminacji. Zauważyła, że bezsensowne pytania Scotta zaczynają irytować Becka. - Może odpuścisz sobie te głupie pytania i pozwolisz Sayre opowiedzieć, co się wydarzyło - rzucił. - Doskonały pomysł - poparł go Rudy, zanim detektyw miał szansę odpowiedzieć na upokarzającą uwagę Becka, - Sayre, zacznij od początku. Nie będziemy ci przerywać. Czego chciał od ciebie Klaps? - Chciał, żebym przekazała ci wiadomość. - Pominęła seksualne wycieczki słowne Watkinsa, jako niemające żadnego znaczenia dla informacji, którą Klaps przeznaczył dla uszu szeryfa. Zgodnie z obietnicą Rudego, nikt jej nie przerywał. - To wszystko. Niemal słowo w słowo. Po krótkim milczeniu Scott zapytał: - Czy próbowała pani ucieczki? - Bałam się, że jeśli spróbuję ruszyć w stronę drzwi, wbije mi nóż w plecy. Jest chudy, ale przegrałabym z nim każdą szarpaninę. - Nie krzyczała pani? - Na początku nie mogłam, ponieważ trzymał rękę na moich ustach. Kiedy mnie puścił, nie krzyczałam, ponieważ nie chciałam go sprowokować do użycia noża. Poza tym, jak miałoby mi to pomóc? Nikt nie potrafił jej odpowiedzieć. Rudy pocierał zapadnięte oczy. Jego skóra nabrała szarego odcienia. Wydawał się też od ostatniego spotkania stracić na wadze, chociaż minęło zaledwie kilka dni. Sayre zastanawiała się, czy szeryf jest chory, czy też był po prostu znękany sprawą. Beck poluźnił krawat i rozpiął guzik pod kołnierzykiem. Wyglądał jak człowiek, który przegrywa walkę ze swoimi demonami. Jedynie detektyw Scott wyglądał na podbudowanego takim obrotem spraw. Poprawił kaburę z pistoletem i rzucił:
Buzia małego była mokra od łez. Wyciągnął rączki do Tam-my, która na ten widok przeżyła potężny wstrząs - kolejny w ciągu zaledwie kilku minut. Henry do tej pory nikogo nie rozpoznawał! Serce podskoczyło jej w piersi z radości.

©2019 www.w-policzek.swiebodzin.pl - Split Template by One Page Love